Prezentacje.

* * *
*
*
*
*

*
*
*

Prawda w oczy kole - wywiad z Jarosławem Kaczyńskim
Aktualizacja: 2010-09-2 10:33 pm

pis.org.pl: Panie Prezesie, znów popełnił Pan zbrodnię! Tym razem na zjeździe “Solidarności”. Salony zaryczały jak ranny łoś.

Jarosław Kaczyński: Zbrodnia polegała na tym, że moje gdańskie przemówienie było przede wszystkim przemówieniem historycznym. Poświęciłem je temu, czym była “Solidarność” wówczas i czym jest jej idea dzisiaj.

pis.org.pl: Niektóre media widzą w tym przemówieniu wielką ofensywę polityczną.

J.K.: Nie planowałem żadnej politycznej ofensywy. Powiedziałem tylko to, co uważałem, że podczas tego zjazdu powinienem powiedzieć. Nic ponad to.

Nie jest bowiem jakąkolwiek polityczną ofensywą przypomnienie, że republikańskie, a więc wspólnotowe, przesłanie “Solidarności” nie jest dziś w Polsce realizowane w należyty sposób; że w tych wartościach tkwiła siła “Solidarności” i że z nich wciąż możemy czerpać naszą siłę, jeśli tylko będziemy potrafili do tej idei nawiązać.

pis.org.pl: Część uczestników zjazdu buczała i gwizdała na widok premiera Donalda Tuska. Jego partia utrzymuje, że PiS musiało w tym maczać palce.

J.K.: Politycy Platformy, w tym Bogdan Borusewicz, w pozjazdowych komentarzach, ale także we wcześniejszych wypowiedziach, twierdzą, że “Solidarność” jest przybudówką Prawa i Sprawiedliwości. To - ich zdaniem tłumaczy - dlaczego związkowcy niechętnie przyjmują ludzi rządzących dziś Polską. Te twierdzenia, oczywiście, nie są zgodne z prawdą. Niemniej rodzi się pytanie, dlaczego politycy PO w nie święcie wierzą.

pis.org.pl: Jaka jest odpowiedź na nie?

J.K.: Otóż ludzie Platformy nie są w stanie przyjąć do wiadomości jednego prostego faktu, unaocznionego przez ostatnie wybory: tego, że poważna część społeczeństwa bardzo ich nie lubi. I ilekroć ta niechęć jest publicznie uzewnętrzniana, to tyle razy utrzymują, że są to działania inspirowane przez PiS.

pis.org.pl: Wykluczają zatem spontaniczność ludzkich reakcji. Choć może jest trochę inaczej: zapewne uważają, że spontanicznie można przejawiać niechęć wyłącznie do PiS.

J.K.: Może i tak myślą. Ale ich postawa często prowadzi do działań po prostu haniebnych. Negatywne reakcje na polityków PO podczas obchodów rocznicy wybuchu powstania warszawskiego doprowadziły do tego, że ta piękna, tradycyjna uroczystość składania wieńców pod pomnikiem Gloria Victis o godzinie 17. na cmentarzu wojskowym na Powązkach została radykalnie ograniczona. Teraz wieńce składa tylko kilka delegacji, a wcześniej hołd powstańcom oddawało ich ponad sto, jeśli nie więcej. Robi się to tylko po to, aby pewna grupka ludzi nie doznała dyskomfortu. Skądinąd są to działania bezskuteczne, bo objawów niechęci nie zlikwidują.

pis.org.pl: Zwłaszcza, jeśli nazywa się kogoś bydłem.

J.K.: Rzeczywiście po czymś takim trudno oczekiwać, że na to nie będzie reagował.

Podejście, o którym mówię uniemożliwia politykom PO rozpoznanie sytuacji społecznej, dlatego bardzo bym przestrzegał ludzi obecnie rządzących Polską, przed ignorowaniem faktu, że w dużej części społeczeństwa, która nie ma żadnych związków z PiS, budzą głęboką i rosnącą niechęć. Niechęć, która przejawiła się także w trakcie zjazdu “Solidarności”.

pis.org.pl: Oburzenie wywołał fragment Pana przemówienia, w którym wspomniał Pan o sporze między radykalnymi robotnikami, dokładnie prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, a ekspertami. Oskarża się Pana o kłamstwo.

J.K.: Istota tego sporu polegała na ocenie realności realizacji pierwszego postulatu MKS, czyli powołania do życia legalnych niezależnych związków zawodowych. Eksperci obawiali się, że komunistyczna władza tego nie przełknie. Jest to rzecz powszechnie znana i nikt poważny tego nie podważa. Tak jak i nie zakwestionuje tego, że koncepcja przeforsowania postulatu o powołaniu wolnych związków zwyciężyła i była koncepcją słuszną. Zatem nie powiedziałem jakiejkolwiek nieprawdy. W tym sporze to robotnicy mieli rację.

pis.org.pl: Jakie stanowisko w tej kwestii zajmował Lech Kaczyński?

J.K.: Lech Kaczyński w książce “O dwóch takich” pisze ze swoją znaną i nieczęstą wśród polityków prawdomównością, iż sam miał pewne wątpliwości, czy ten radykalny postulat przejdzie, ale grał twardo, bo takie było jego zadanie. O tym, że został wydelegowany przez MKS do rozmów z komisją ekspertów, wspomina nawet wtorkowa “Gazeta Wyborcza”. Z kolei na łamach środowej “Rzeczypospolitej” Antoni Dudek ostrożnie stwierdził, że Lech Kaczyński “zbliżał się do radykałów”. Tu się pan profesor myli: w rzeczywistości Lech Kaczyński popierał radykałów.

Mam nadzieję, że Ludwik Dorn zgodzi się na opublikowanie na naszej stronie internetowej tekstu z 1986 roku, będącego fragmentem nigdy niewydanej książki poświęconej tym sprawom. Może to przekona niedowiarków, jak było naprawdę.

pis.org.pl: Po zjeździe media obwołały jego bohaterką Henrykę Krzywonos.

J.K.: Dobrze się stało, że pani Krzywonos jest dzisiaj bohaterką Platformy Obywatelskiej i “Gazety Wyborczej”. Ona znakomicie odpowiada dzisiejszym czasom, ich atmosferze. Nic więcej o niej nie powiem, a kto zechce, niech zajrzy do umieszczonego na naszej stronie internetowej fragmentu artykułu zamieszczonego w numerze 9-10 Biuletynu IPN z tego roku. Tam są wyjaśnione pewne sprawy. A o reszcie być może kiedyś napiszą inni.

pis.org.pl: Wróćmy do sporu. Innym jego aspektem była kwestia, czy oddzielnie rejestrować związki zawodowe poszczególnych regionów, czy też zarejestrować jeden związek.

J.K.: Zwolennikiem powołania jednego związku o nazwie “Solidarność” był od początku Karol Modzelewski i grupa wrocławska, ale napotykali oni na opór ze strony Wałęsy, Kuronia, Mazowieckiego, Geremka. Eksperci, o ile wiem, obawiali się, że władze zareagują na ten pomysł bardzo gwałtownie. Natomiast Kuroń uważał, że może on doprowadzić do przejęcia przez SB kontroli nad Związkiem. Przekonywał do swoich racji Lecha Kaczyńskiego, który - nie ukrywam - też miał wątpliwości. Zresztą wątpliwości, obawy w owym czasie mieli wszyscy, którzy rozumieli istotę opresyjnego systemu.

pis.org.pl: Zarzuca się Panu, że odsądził Pan ekspertów od czci i wiary.

J.K.: To absolutna nieprawda. Powiedziałem tylko o ówczesnych dylematach. Tadeusz Mazowiecki i inni eksperci byli ludźmi pokolenia 1956 roku. Żywili pewne obawy, które w jakimś sensie się zmaterializowały w stanie wojennym. Niemniej w tamtych czasach rzecz nie polegała na tym, by obaw czy wątpliwości nie mieć, tylko na tym, aby potrafić je przełamać i pójść na pewne ryzyko.

Podobnie jest zresztą dzisiaj. Choćby w sprawie smoleńskiej czy innych kwestiach politycznych. Według mnie rację mają ci, co nie chcą uprawiać polityki na kolanach, która przynosi nam same klęski.

pis.org.pl: Na początku tego wywiadu wspomniał Pan Bogdana Borusewicza, choć przecież to nie jego wypowiedzi, a Stefana Niesiołowskiego są najbardziej agresywne i obraźliwe.

J.K.: Uczyniłem do dlatego, że chciałbym panu Borusewiczowi o kilku sprawach przypomnieć. O tym, że kiedy znalazł się na tak zwanym lodzie po klęsce partii, do której się przyłączył, to Lech Kaczyński sprawił, choć nie wywołało to entuzjazmu w szeregach Prawa i Sprawiedliwości, że otrzymał pracę jako wicemarszałek województwa, że dostał gabinet, samochód, sekretarkę.

To Lech Kaczyński i ludzie PiS, zaczęli, szczególnie w 25. rocznicę powstania “Solidarności”, powszechnie głosić, że to on, Bogdan Borusewicz, był w istocie ojcem zwycięstwa. Lech Kaczyński mówił o tym w telewizji i wielu innych miejscach. Przedtem była to prawda dosyć zapomniana. Borusewicz nie był bowiem szerzej znany, choć na to zasługiwał z racji swej historycznej roli w Sierpniu ‘80.
To wreszcie na wniosek Lecha Kaczyńskiego Prawo i Sprawiedliwość wysunęło jego kandydaturę na senatora. To Lech Kaczyński bezpośrednio interweniował w trakcie kampanii, kiedy jego wybór wydawał się zagrożony. To Lech Kaczyński uczynił go w istocie marszałkiem Senatu.

pis.org.pl: Z tej długiej listy wynika, że…

J.K.: To nie wszystko. Z kolei w 2007 roku uczciwie powiedziałem Borusewiczowi, kiedy przyszedł do mnie zapytać się, czy dalej będzie marszałkiem Senatu (oczywiście w razie zwycięstwa PiS), że z naszych badań wynika, iż nawet gdybyśmy wygrali wybory, to i tak nie ma on żadnych szans na dostanie się do Senatu z województwa, z którego chciał kandydować. W związku z tym zaproponowałem mu mandat poselski. Dodałem przy tym, że zgodnie z dawno zawartą umową marszałkiem Senatu miałby zostać Zbigniew Romaszewski. A przecież mogłem Borusewicza wprowadzić w błąd, mówiąc mu, że zostanie marszałkiem, nie narażając się przy tym na złamanie danego słowa, bo wiedziałem, że się do Senatu nie dostanie. Powtórzę: potraktowałem go uczciwie.

pis.org.pl: Zarzuca mu Pan nielojalność. Ma Pan mu za złe, że wolał przenieść się do Platformy?

J.K.: Bardziej chodzi mi o to, że później wielokrotnie nas atakował i to skrajnie nieuczciwie. To jest tak nieładne, że warto o tym wszystkim wspomnieć, zwłaszcza, że uczestniczy on w życiu publicznym i ludzie mają prawo go oceniać.

pis.org.pl: No to zaraz usłyszymy, że zmieszał Pan z błotem kolejną legendarną postać “Solidarności”.

J.K.: Chcę wyraźnie podkreślić, że czym innym jest jego dawny życiorys, który podziwiam - życiorys rozpoczęty w 1968 roku, bo wtedy po raz pierwszy, jeszcze jako uczeń, znalazł się w więzieniu - a czym innym jest jego obecna postawa, której nie chce nazywać, bo musiałoby paść tutaj ciężkie słowo.

Pan Borusewicz jest ostatnim człowiekiem, który powinien w takich sprawach zabierać głos. Skoro już jest w Platformie, to niech będzie, byle niesprawiedliwie nie atakował PiS i jego ludzi. Powinien być bowiem wdzięczny człowiekowi, który mu pomógł, choć wcale za nim nie przepadał. Lech Kaczyński specjalnie nie lubił Borusewicza, ale uważał, że pewne rzeczy mu się za zasługi historyczne po prostu należą.

pis.org.pl: Środowy “Fakt” na pierwszej stronie napisał o ściądze, którą na gdańskim zjeździe przesłał Panu Jacek Kurski. Skorzystał Pan z niej?

J.K.: To jest nadużycie. Bo co wynika z umieszczenia na pierwszej stronie wielkiego tytułu o ściągawce Kurskiego dla Kaczyńskiego? Ni mniej ni więcej tylko tyle, że Kaczyński wygłasza przemówienia wedle ściągawki Kurskiego. Co z tego, że na samym końcu, dodaje się zdanie, że Kaczyński ze ściągawki nie skorzystał, skoro przeciętny czytelnik odnosi inne wrażenie. Wiadomo przecież, że takich tekstów nie czyta się precyzyjnie, a najważniejsze jest to, co znajduje się w tytule.

Ale jest jeszcze inna sprawa. Każdy normalny tabloid na świecie zamieściłby w środę na pierwszej stronie wiadomość o niekorzystnym dla pana Wałęsy wyroku sądu w sprawie o zniesławienie, którą wniósł przeciwko Krzysztofowi Wyszkowskiemu. Panowie z “Faktu” jednak zrobić tego nie mogą. Współczuję im. Bardzo to - powiedzmy sobie szczerze - mizerna rola, ale może przynajmniej odczepią się od innych.

***

Sygnatariusz Porozumień Sierpniowych Andrzej Kołodziej o incydencie na jubileuszowym zjeździe “Solidarności”

Incydent wywołany na jubileuszowym zjeździe “Solidarności” 30 sierpnia 2010 roku w Gdyni przez Henrykę Krzywonos nie był spontaniczną reakcją na wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego. wystąpienie prezesa PiS stanowiło jedynie pretekst do przedstawienia punktu widzenia byłych działaczy Unii Wolności. Przypuszczam, że miało to doprowadzić do osłabienia roli związków zawodowych i przejęcia kontroli nad organizowaniem obchodów święta “S” przez władze państwowe. To przykre, ale nie po raz pierwszy jedna opcja polityczna próbuje przywłaszczyć albo zdyskredytować symbol milionów Polaków.

Tylko dla przypomnienia dodam, że jeden z inicjatorów pomysłu organizacji obchodów święta “S” - Bogdan Lis, gdy sam był organizatorem obchodów w 2005 roku długo trwał przy tym, by na obchody zaprosić gen. Jaruzelskiego.

To przykre, że ludzie pełniący wysokie urzędy w państwie często dzięki poparciu ludzi z “Solidarności” nie rozumieją, czym naprawdę jest “Solidarność” i solidarność.

Niestety, po 1989 roku nie doczekaliśmy się ukształtowania klasy politycznej i dlatego często rządzą nami wysocy urzędnicy państwowi o bardzo niskich standardach.

Jarosław Kaczyński, wspominając rangę udziału Lecha Kaczyńskiego jako doradcy MKS w sierpniu 1980 roku miał rację.

Nastepnego dnia po przybyciu na strajk tzw. “doradców warszawskich” prof. Jadwiga Staniszkis na niejawnym spotkaniu (w hali wydz. W-3 Stoczni Gdańskiej) wyjaśniła nam rolę, jaką mają do spełnienia owi doradcy. Zrozumieliśmy, że w zasadzie są oni emisariuszami komunistycznej władzy.

Ich podstawowym zadaniem miało być przekonanie nas do rezygnacji z postulatu dot. Wolnych Związków Zawodowych.

Na tym spotkaniu rozważaliśmy możliwość zrezygnowania z ich “doradczych” usług, ale został opublikowany komunikat i nie chcieliśmy mieszać ludziom w umysłach. W gronie członków prezydium MKS związanych z WZZ Wybrzeża zdecydowaliśmy, że naszymi doradcami, do których mamy zaufanie pozostanie: Jadwiga Staniszkis, Lech Kaczyński i Jan Olszewski.

Od tego momentu moje zaufanie do doradców warszawskich było równe zaufaniu do komisji rządowej.


jk48: 03.09.2010, 09:18:47

End of document

Published in: on Wrzesień 3, 2010 at 10:31 am Komentarze (0)

Nowy felieton.

*

*
*
* *
*
* » » » Rosnący krzyż

ROSNĄCY KRZYŻ

Marcin Wolski, “Gazeta Polska”,

.

Historyków ci u nas dostatek. Historykiem prezydent, premier, marszałkowie Sejmu i Senatu. Czy nie jest to wystarczająca gwarancja, że polska polityka historyczna rozkwitnie u nas, jak się od czasów Długosza nie śniło?

A może historia jest sprawą zbyt poważną, żeby pozostawić ją historykom?

Tym bardziej że owa szlachetna nauczycielka życia uczy tego tylko, że nigdy niczego nie uczy.

Gdyby uczyła, to najgłupszy polityk z oślej sejmowej ławki wiedziałby, że każdy dzień targów, sporów, zaniechań i przepychanek wydłuża obelisk czy monument Lecha Kaczyńskiego o kolejny centymetr. Im dłuższa zwłoka, im większy opór, tym bardziej będzie okazały.

Gdyby Edward Gierek zgodził się ze stoczniowcami w styczniu 1971 r. i wmurował w ścianę Stoczni Gdańskiej tablicę upamiętniającą ofiary wydarzeń grudniowych o wymiarach szkolnego zeszytu, być może nie byłoby ani gigantycznego monumentu Trzech Krzyży, ani Solidarności, a prywatny obywatel “Bolek” do dziś donosiłby co najwyżej na swego brygadzistę

Zabrakło wyobraźni.

Polityka na krótki dystans zapewnia wprawdzie komfort psychiczny, przynosi niezłe wyniki sondaży, lecz śmiecie zamiecione pod dywan nie znikają.

A krzyże rosną. Nawet jeśli przychodzi im rosnąć pod ziemią.

Podobnie z bohaterami. Jeśli naród spontanicznie zaczyna kogoś czcić, powstaje legenda. Można jej się opierać, przeszkadzać, dowodzić, że nie wszystko jest w tej legendzie bez zarzutu. To na nic! Legenda będzie ogromniała. Wielcy ludzie staną się jeszcze więksi, a przeszkadzacze pogrążą się w niebycie, gdzie gonić ich będzie drwiący śmiech pokoleń.

Zwłaszcza gdy przegną pałę, tak jak pan poseł, profesor doktor Stefan Niesiołowski, który zdenerwowany wierszem o nieżyjącym prezydencie nazwał na łamach “Rzeczpospolitej” “poetę Jarosława Marka Rymkiewicza” grafomanem. Na Boga, panie pośle, droga modliszko polskiej polityki, grafomanem to można nazywać - i nawet trzeba - np. Wolskiego, ale nie laureata nagrody Nike, która w naszym świecie oznacza osobistą beatyfikację z rąk Adama Michnika ergo chwałę wiekuistą!

Marcin Wolski

Published in: on Wrzesień 2, 2010 at 7:31 pm Komentarze (0)

czwartek kronika dnia . .

Nic ważnego się nie dzieje o czyn byśmy nie wiedzieli. Tak głosiło hasło rozgłośni harcerskiej w latach sześćdziesiątych dotyczyło to wiadomości co działo się w uwczesnej muzyce pop w Polsce i na świecie. dziś powiem tylko tyle, że na portalach nie było nic interesującego co by mnie za ciekawiło albo miałem dzień taki, że nic mnie nie kręciło . pogoda odrobinę gorsza od dnia wczorajszego nawet trochę padało. miałem piękny sen nad ranem.co to za sen? nie nie powiem ale to nie ten z baranemTak. Teraz należało by po mówić o czym innym, mianowicie pan marek migalski został wykluczony z pisowskiej reprezentacji w euro parlamencie na salonie jest kilka notek na ten temat między innymi opinia nie ocenionego komentatora niusłika Polska pana Piotra śmiłowicza..

Published in: on at 12:21 pm Komentarze (0)

Warto wiedzieć.

Zaproszenie Siergieja Ławrowa z wykładem na doroczną naradę naszych dyplomatów jest częścią polityki ustępstw rządu Donalda Tuska wobec Rosji

Rosyjski minister pouczy polskich ambasadorów

Na dzisiaj zaplanowane jest spotkanie ministra spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Siergieja Ławrowa z polskimi ambasadorami z całego świata. Został on na nie zaproszony przez ministra Radosława Sikorskiego, co odczytuje się jako ogromny awans i wyróżnienie rosyjskiego polityka przez polską dyplomację. Tak wielkie, że miało zaskoczyć nawet samego Ławrowa, który przecież ma przylecieć do Warszawy ponownie jeszcze we wrześniu.

- Program wizyty wykracza daleko poza ramy regularnych wizyt ministrów spraw zagranicznych. Nasz gość uda się do takich miejsc, gdzie zagraniczni ministrowie zazwyczaj nie mogą się dostać - powiedział agencji Interfax polski ambasador Jerzy Bahr, dla którego organizacja wizyty Ławrowa będzie ostatnim akcentem kończącej się we wrześniu misji w Moskwie.
Rzeczywiście zaproszenie obcego szefa dyplomacji na coroczną naradę własnych ambasadorów świadczy o wyjątkowych stosunkach pomiędzy państwami. W ubiegłym roku w podobnym spotkaniu w Warszawie wziął udział francuski minister Bernard Kouchner. W tym roku wybrano na nie spotkanie Rosjanina. Będzie ono, poza krótkim spotkaniem w cztery oczy z Radosławem Sikorskim, w zasadzie jedynym punktem dwudniowej wizyty Siergieja Ławrowa. Według Rafała Sobczaka z biura prasowego MSZ, rosyjski minister wygłosi wykład na temat geopolityki i stosunków międzynarodowych. Jego wystąpienie będzie kulminacyjnym punktem trwającego dwa tygodnie zjazdu polskich dyplomatów.
- Moskwa doceniła zaproszenie ministra spraw zagranicznych Polski - powiedział rzecznik rosyjskiego MSZ Andriej Niestierienko, który pozytywną z punktu widzenia rosyjskiego zmianę w relacjach z Polską określił mianem “restartu” i “przywrócenia podstawowych mechanizmów stosunków dwustronnych”. Zaraz też nawiązał do głównej przyczyny dotychczasowych trudności, jaką było podnoszenie przez stronę polską w czasach rządu Jarosława Kaczyńskiego “spraw trudnych”. Tymczasem według rosyjskiego dyplomaty, “Rosja niezmiennie utrzymuje, że kontrowersyjne strony wspólnej historycznej przeszłości nie powinny negatywnie rzutować na teraźniejszość i przyszłość stosunków dwustronnych”.
Rozbieżności stanowisk naszych państw występują nie tylko w obszarze interpretacji historii. Budowa Gazociągu Północnego, instalacja w Polsce i Czechach elementów tarczy antyrakietowej czy konflikt rosyjsko-gruziński to przykłady jak najbardziej współczesnych tematów, w których nasze interesy polityczne lub ekonomiczne są wyraźnie sprzeczne. - Mamy nadzieję, że współpraca będzie opierała się na zasadzie wzajemnego poszanowania i uwzględnienia interesów drugiej strony - oświadczył Niestierienko, który swój optymizm opiera na przekonaniu, iż podstawą dobrych relacji rosyjsko-polskich są stosunki handlowe i gospodarcze, które należy zintensyfikować i “przenieść na płaszczyznę innowacyjnego rozwoju”.
Nie można nie zauważyć, że przełom w stosunkach Warszawy i Moskwy jest efektem szeregu gestów i ustępstw ze strony Polski po wygranych przez Platformę Obywatelską wyborach. Należą do nich częste wizyty i spotkania premierów Putina i Tuska, między innymi w Katyniu, a także udział pełniącego wówczas obowiązki prezydenta Bronisława Komorowskiego w obchodach Dnia Zwycięstwa w Moskwie 9 maja br. Obaj politycy spotkali się także kilka tygodni wcześniej w Krakowie podczas pogrzebu prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego żony Marii.
Rosyjskim mediom ten trend się podoba. Gazeta “Wriemia Nowostiej” nazywa proces zmian relacji z Polską “odkopywaniem gruzu nieufności”. Internetowy serwis informacyjny Wzgliad przypomina, że ta “naprawa stosunków” rozpoczęła się od wizyty premiera Donalda Tuska w Moskwie i jego ustępstwa w sprawie przynależności Rosji do OECD. Tusk zgodził się wówczas także na włączenie Moskwy jako strony negocjacji z USA w sprawie tarczy antyrakietowej. Zaowocowało to wprawdzie zniesieniem embarga na eksport polskiego mięsa do Rosji, ale polski premier doczekał się w rosyjskich mediach miana “naszego człowieka w Warszawie” (gazieta.ru).
Nieoczekiwane wyróżnienie rosyjskiego partnera wpisuje się zatem w ogólną strategię rządu PO względem tego kraju. Rosyjskie media zwracają jednak uwagę na kontrowersje, jakie budzi ona w Polsce. Komentator “Wriemia Nowostiej” przypomina, że “część polskiego społeczeństwa nie ukrywa pewnego sceptycyzmu wobec rosyjskiego śledztwa w sprawie przyczyn tragedii smoleńskiej”. W tym kontekście wymieniane jest stworzenie w polskim parlamencie zespołu prowadzącego niezależne dochodzenie przyczyn katastrofy. Gazeta nagłaśnia też pojawiające się w Polsce wątpliwości, a zwłaszcza pytania o rolę polskich i rosyjskich władz w doprowadzeniu do katastrofy samolotu z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie.
Niewykluczone, że minister Ławrow na spotkaniu z polskimi ambasadorami odniesie się także do tego rodzaju głosów. Należałoby oczekiwać z jego strony komentarza co do postulatów przejęcia śledztwa smoleńskiego przez stronę polską. Jednak przede wszystkim rosyjski szef dyplomacji będzie się starał zapewne zaszczepić w swoich słuchaczach elementy własnego spojrzenia na zasadnicze problemy bieżących stosunków międzynarodowych. Czy nasi dyplomaci zaczną po tym spotkaniu myśleć kategoriami interesów Rosji?
Piotr Falkowski


jk48: 02.09.2010, 10:12:31

End of document

Published in: on at 10:17 am Komentarze (1)

środa kronika dnia .

No jest ciekawie siedzę sobie w jakimś salunie pełno ludzi do okoła pracuję na takim temacie dźwiękowym. To dobrze bo dziś na dworze nadal było chłodno chociaż świeciło słońce do południa słuchałem muzyki czytałem co na tortalach internetowych w dalszym ciągu rozpamiętują rocznicę solidarności czytałem naj nowszy felieton pana michalkiewicza bardzo mocny mam pszygotowany keybord do robienia utworu będę to robił po obiedzie.No i po obiedzie zrobiłem i wysłałem i odpowiedziałem na korespondencję.

Published in: on Wrzesień 1, 2010 at 1:11 pm Komentarze (0)

Ftorek kronika dnia . . . . .

na początku zamieszczam komentarze krutkie one są o tym co się działo w gdyni znalezione na twicterze Widziałam jak Tusk się uśmiechnął pod nosem na występ pani Krzywonos. Pewnie każdy widział. Pokrzyczała sobie. I co to za poziomto był pierwszy a drugi to ten. Gdzie diabeł nie może, tam Krzywonos pośledziwna sprawa z tą panią pszecież ona należała do tych którzy nie dopuścili do rozejścia się strajkujących i wzywała do kontynuowania. co mogłospowodować taką woltę że pszystąpiła do tych co chwalą obecną władzę Anna Walentynowicz nie zmieniła swej postawy była w niej nie ugięta pszecież była też mocno psześladowana pszez służbę bespieczeństwa w p r elu. .
mam wiadomość że to wystąpienie pani Kszywonos nie było spontaniczne pszytaczam ją za serwisem 21 salonu 24.
*
*
*
*
*
*
*

*
*

PROWOKACJA CZY REKLAMA?

* :
*

. . ://.., ://.):

PROWOKACJA CZY REKLAMA: Na okolicznościowym zjeździe Solidarności, po przemówieniu Jarosława Kaczyńskiego, na mównicę wdrapała się Henryka Krzywonos i zaatakowała Kaczyńskiego. Okazuje się, że w trakcie zjazdu konsultowała się z Donaldem Tuskiem (na jaki temat?), a 31 sierpnia w Warszawie w sprzedaży będzie jej książka. A zatem całe wystąpienie było albo prowokacją PO lub formą promocji i reklamy swej książki.

?

dzisiejszy dzień był kolejnym z serii dni ponurych chłodnych i deszczowych nie ładnie żegna nas sierpień. czuję się dziś nie dobrze nic mi się nie chce robić nie wiem jak zmobilizuję się do zrobienia utworu no i jednak zdecydowałem się robić to jutro może będę w lepszej dyspozycji. tak lekarstwa działają nic na to nie poradzę taka jest konieczność fajny artykuł o problemach z rumuńskimi romami czytałem bardzo usiłujący ten temat naświetlić w miarę żetelnie o rumuńskich romach jest głośno spowodu zdecydowanego działania prezydenta francji po pszez deportowanie ich z tego kraju. . Włosi mieli i na dal mają taki sam problem.A teraz wiadomości z pod pałacu prezydenckiego.
*
* » ! » Bezwzględna akcja Straży Miejskiej pod krzyżem

BEZWZGLĘDNA AKCJA STRAŻY MIEJSKIEJ POD KRZYŻEM

mem, Niezależna.pl,

.

Urna z ziemią katyńską wylądowała w śmieciarce. Strażnicy miejscy Hanny Gronkiewicz-Waltz usunęli przemocą przedmioty modlących się pod krzyżem. Otoczyli teren uniemożliwiając dalszą modlitwę. Tak zakończyła się poranna akcja miejskich sił porządkowych.

Około 60 strażników miejskich nad ranem usunęło z użyciem siły rzeczy modlących się przed barierkami oddzielającymi ich od krzyża.
Strażnicy stoją w miejscu, gdzie modlili się obrońcy krzyża i uniemożliwiają im gromadzenie się.
Podlegająca prezydent Hannie Gronkiewicz-Waltz straż miejska przystąpiła dziś z bezwzględnością do akcji usunięcia przedmiotów należących do osób, które czuwają przy Krzyżu Pamięci. Zabrano przyniesione tu krzyże.
Do worków na śmieci zaczęto wrzucać po kolei wszystkie rzeczy. Czuwającym przy krzyżu udało się uratować nieliczne przedmioty - flagi narodowe i obrazek przedstawiający Matkę Boską Gietrzwałdzką. Zniszczeniu uległy wszystkie inne - zdjęcia tych, którzy zginęli w katastrofie, wieńce, znicze, a przede wszystkim urna z ziemią katyńską. To wszystko, na polecenie pani prezydent, zabrał samochód oczyszczania miasta.

Od trzech tygodni osoby czuwające w tym miejscu zostały zmuszone do przejścia na drugą stronę ulicy, którą odgrodzono obustronnie barierkami. W akcji przeprowadzonej wówczas interweniujące służby również zniszczyły wiele przedmiotów złożonych przez Polaków w hołdzie ofiarom katastrofy. Wówczas bezceremonialnie wrzucano do worków symbole narodowe, flagi, w tym flagę Izraela.

Published in: on Sierpień 31, 2010 at 12:48 pm Komentarze (2)

Warto wiedzieć.

*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*

*
*
*

“Ja panu prawdę powiem…” - Reportaż z Ossowa - Robert Wit Wyrostkiewicz
Aktualizacja: 2010-08-29 11:25 pm

- Ja panu prawdę powiem, jakmyśmy dziećmi jeszcze byli, to tamoj były mogiły. To po wojnie było. Takie małe kupki ziemi. Teraz ten pomnik zrobili. Różnie bywało u nas, ale o pomnikach nikt nie myślał - powiedziała mi kobieta w rozmowie przez płot, a właściwie siatkę, przy głównej drodze na wsi. Prosiła, żeby nie podawać jej nazwiska, “bo po co ludzie mają mówić, a teraz tyle szumu wokół nas tutaj”.

Trzy dni po burzy medialnej z powodu pomnika 22 bolszewików w Ossowie jadę obejrzeć przedmiot sporu. Pomnik według jednych, mogiłę według drugich. - A wie Pan, ilu tu Polaków leży? A dzieci nawet nie wiedzą, że taka wojna w 1920 r. była. A oni teraz pomnik bolszewikom stawiają! Komunistom! Ja tam nie byłem nawet, żeby się nie denerwować - powiedział mi starszy pan, nie zsiadając nawet z roweru. Pierwszy raz biegłem z dyktafonem w tempie rozmówcy rowerzysty. Za chwilę dostrzegłem staruszkę. Na szczęście dla mnie dużo mniej mobilną… - Ja panu prawdę powiem, jakmyśmy dziećmi jeszcze byli, to tamoj były mogiły. To po wojnie było. Takie małe kupki ziemi. Teraz ten pomnik zrobili. Różnie bywało u nas, ale o pomnikach nikt nie myślał - powiedziała mi kobieta w rozmowie przez płot, a właściwie siatkę, przy głównej drodze na wsi. Prosiła, żeby nie podawać jej nazwiska, “bo po co ludzie mają mówić, a teraz tyle szumu wokół nas tutaj”. Fakt, czytałem w “Wyborczej”, jak reportażystka organu Michnika krążyła po domach i chyba z niemałym ukontentowaniem znalazła mieszkańca wypowiadającego się pod jej tezy. Staruszka wskazał mi drogę do Polakowej Górki, miejsca, gdzie 15 sierpnia próbowano odsłonić pomnik 22 żołnierzy radzieckich zabitych w bitwie pod Ossowem w czasie wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku. Nie odsłonięto. Sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Kunert odwołał odsłonięcie pomnika ze względu na protest ludzi, transparenty “Pomnik-Hańba” oraz czerwone gwiazdy wymalowane na tablicy pamiątkowej. Jadąc od wschodu, za wsią rozciągają się łąki, a za nimi stoi ściana sosnowego lasu. Tuż dalej znajduje się kaplica i cmentarz żołnierzy polskich. Tutaj zaś, patrząc w stronę lasu, na środku zarośniętych chaszczami nieużytków biegnie utwardzona niedawno droga. Docierając nią na miejsce, jestem nieco rozczarowany. Cała Polska wrzała, mówiąc o pomniku dla bolszewików w Ossowie, a media, i znowu zwłaszcza “Gazeta Wyborcza”, rozdzierały szaty z powodu wymalowania na tablicy pomnikowej czerwonych gwiazd. Szum opanował z powodu pomnika polską i rosyjską prasę. Tymczasem na tym bezludziu ani żywej duszy… Ja i obiekt wrzawy - pomnik nazywany mogiłą. Po 15 minutach przyszły dwie młode dziewczyny. - Ja tu nawet jeszcze nie byłam. Przyszłam zobaczyć, o czym w telewizji mówili - powiedziała mi Magda z Ossowa, od której pomimo całej mojej kokieterii nie uprosiłem podania nazwiska. Za chwilę z sąsiedniego Wołomina przyjechał mężczyzna z dziećmi. Spacer rowerowy na miejsce medialnej bomby. - Sam pomysł zrobienia mogiły nie jest chyba głupi. Zwyciężonym możemy postawić krzyż jako ludziom, którzy tu polegli. Jestem tu teraz pierwszy raz i tak patrzę na to i nie mogę zrozumieć tego lasu bagnetów, jeszcze do tego pochylonych. Co to ma oznaczać? To sprawia wrażenie, jakby ci żołnierze wciąż parli ze wschodu na zachód. Forma pomnika jest poroniona. To wygląda, jakby stamtąd wciąż te bagnety groziły. Dziwna sprawa. Miała być mogiła, a wyszedł wyrazisty pomnik, tylko nie wiadomo, co on ma wyrażać… - powiedział mi pod pomnikiem Tomasz Sobierajski, mieszkaniec pobliskiego Wołomina. - Trochę wygląda to jak coś ku czci tych żołnierzy. Na tablicy mogli dać informację, że to żołnierze armii bolszewickiej, która najechała Polskę - dodał pan Tomasz.

Przyglądam się pomnikowi, który organizatorzy z uporem maniaka nazywają ostatnio “mogiłą” i doszukuję się tych słynnych już domalowanych czerwonych gwiazd. Są trzy, ale już ledwo widoczne. Zmyte zapewne wysiłkiem samorządowych pracowników albo służb porządkowych. Czytam polski i rosyjski tekst. Polskie władze musiały się spieszyć, żeby uczcić pamięć najeźdźców. Obok polskiego tekstu na tablicy umieszczono identyczny w języku rosyjskim. Właściwie prawie identyczny, bo z błędami, przynajmniej dwoma. Ale pośpiech nie pomaga tłumaczom. Patrzę dalej na ten okazały pomnik i nie wierzę… Gdzie ja jestem? Do dzisiaj w Polsce nie ma prawie żadnych mogił upamiętniających na przykład polskich żołnierzy z czasów Powstania Listopadowego, chociaż wiadomo, gdzie mogą znajdować się ich masowe mogiły. Tymczasem “salon” polityczno-medialny z prezydentem Najjaśniejszej Rzeczpospolitej na czele popiera i stawia bolszewikom monumentalny pomnik z krzyżem prawosławnym na środku. A właśnie, po co ten krzyż? - pytałem jeszcze sam siebie. Przecież czerwoni mordowali cerkiewnych popów, a ateizm był podstawą ideologii bolszewickiej. Za krzyż - jakikolwiek - bolszewicy tymi swoimi bagnetami mordowali, rozpruwali ludzi. I te wspomnienia ks. Peszkowskiego przepływają teraz przez moją głowę, o namalowanym Panu Jezusie w kaplicy w Ostaszkowie, który miał dwie wielkie żarówki zamiast oczu, bo tak czerwoni uważali, że będzie śmieszniej. A teraz stoję na ziemi polskiej pod pomnikiem niedouczenia lub fatalnego rusofilstwa, pomnikiem z poprzedniej wojny z czerwoną zarazą, pomnikiem najeżonym bagnetami - z krzyżem na środku… - Co dalej? - zapytała mnie przez telefon żona, myśląc o godzinie mojego powrotu i kolacji. - Dalej nic. Przyjdą i zrobią uroczystości inauguracyjne odsłonięcia pomnika bez wcześniejszych zapowiedzi. Żeby pozbyć się protestów - odpowiedziałem, pozostając w swojej zadumie i nie do końca rozumiejąc pytanie mojej małżonki.

Może niedługo ekipa Komorowskiego postawi jakiś inny pomnik na grobie żołnierzy Wehrmachtu… a na środku pośród betonowych luf tygrysów wznosić się będzie wielki krzyż… tym razem żelazny.

Robert Wit Wyrostkiewicz


jk48: 31.08.2010, 04:20:23

End of document

Published in: on at 4:29 am Komentarze (1)

Poniedziałek kronika dnia. .. . . .

czas najwyższy lub najwyższy czas a żeby coś skrobnąć brr jak chłodno jesień daje po palić. Ale to jeszcze 2 dni takie paskudne od czwartku ma być lepiej wruci laatoAle dość już o tymNaasz Wałęsior libertasior sobie plecie tam gdzie go za praszajo na salony jasnej polski tak to toważystwo jest wy alienowane. czytam różne rzeczy na portalach trochę słucham e muzyki trochę muzyki tanecznej z tej racji, że jutro będę robił mid piosenki lena satellite germane od czasu do czasu jako ciekawostkę z u cywilizowanego diskopolo słucham nagrania 4 razy po 2 razy actiwe bas remiks.. .czytałem tak że informacje o autyćmie szczegulnie interesowały mnie objawy czym one się charakteryzują nie będę tu omawiał tego dość, że zaspokoiłem swoją ciekawość.od godziny siedemnastej do osiemnastej 25 słuchałem telewizorni takiego okienka na świat dla gawiedzi mówię to dla tego bo w pszyszłości tusk i jego banda tak owo medium publiczne tak je będzie traktować a żeby ogłupiać widzów swoją dość prymitywną propagandą. Słuchałem tele ekspresu typowe blablabla jakim charakteryzuje się ten program informacyjny puźniej celownik miałem jeszcze trochę czasu między celownikiem i obiektywem telewizji master to wrzuciłem na trójkę tam trafiłem na końcówkę pszemówienia prezesa pisu Jarosława Kaczyńskiego po nim wdarła się na mównicę podpuszczona pszez zwolenników p o nie jaka Henryka Kszywonos stanęła w obronie działaczy którzy po społu z byłymi bespieczniakami stanowią obecną ekipę sprawującą władzę pszy tym w sposób nie wybredny za atakowała Jarosława były protesty i gwizdy ale ona wygłosiła swoją kqwestię do końcataki mamy układ żądzący iż wyznaje zasadę nasze musi być na wierzchu. w tym czasie pszypomniał mi się inny wiec w stoczni im lenina w Gdańsku właśnie kiedy to mieczysław Franciszek Rakowski wylewał pomyje na uwczesnych działaczy solidarności w roku 1983 no niestety działacze p o są jednak tymi co stoją tam gdzie stało zomo..a teraz zamieszczam obszerny fragment notki internauty pokazującej moralność kalego u działaczy p o.
*
*
*
*
*
*
*

*
*

?

Lista pasterski małopolskiej PO…

* :
* platforma obywatelska

Nie wierzyłem. Przecierałem oczy ze zdumienia. Zaglądam na stronę internetowąwww.dziennik.pl i wśród wielu informacji widnieje i ta: ” Małopolska PO pisze do proboszczów”. Zaraz, zaraz czy to ta sama PO, która nawoływała w niedawnej kampanii wyborczej o nieangażowanie się hierarchów kościelnych w kampanijne tryby wyborcze?

Ależ oczywiście. Ta sama partia. Tylko tym razem inna twarz. Cóż czytamy zatem w tej ciekawej informacji?

Jak wyjaśnia dziennik.pl szef małopolskich struktur PO poseł Ireneusz Raś napisał w liście, że “Nadużywa się w debacie publicznej znaku krzyża z powodu niejasnych racji. Usiłuje się zaognić relację państwo - Kościół oraz rzuca się cień na pozytywne wartości, którymi kieruje się nasze ugrupowanie”,(…)”patriotyzm i szacunek dla katolickich korzeni naszej Ojczyzny nie jest domeną tylko jednej prawicowej partii politycznej”.

Ponadto posełpoinformował w poniedziałek dziennikarzy, że rozpowszechnianie listu wśród małopolskich proboszczów rozpoczęło się w niedzielę i potrwa do 15 września. Około 650 listów roznosić będą osobiście działacze Platformy m.in. posłowie i radni. Sam list - według Ireneusza Rysia- ma być pretekstem do szczerej rozmowy z duchownymi. Dodał, że podjęto decyzję o napisaniu listu, bo wielu działaczy PO w Małopolsce “czuje pewien niesmak i rozczarowanie postawą niektórych księży”.

Niestety nie udało mi się w sieci znaleźć treści samego listu. Może za kilka dni zostanie ujawniony. Dziwi postawa Platformy Obywatelskiej. W trakcie kampanii prezydenckiej PO bardzo głośno sprzeciwiała się angażowaniu proboszczy w kampanię i sugerowanie kogo w wyborach mają poprzeć parafianie. Teraz sama wystosowuje list do proboszczy małopolskich archidiecezji. Gdzie tu logika? Czy celem tego listu jest zbliżająca się kampania samorządowa? Czy Platforma chce aby księża, jeśli nie do zachęcania do głosowania na lokalnych działaczy to przynajmniej aby nie przeszkadzali? Niestety na temat samego listy milczy konserwatywny polityk PO Jarosław Gowin. Czy również i teraz byłby przeciwny takim zachowaniom?

Po wyborach prezydenckich Jarosław Gowin w wywiadzie dla tygodnika “Wprost” mówił “Wielu członków Platformy, a zarazem członków Kościoła, boleśnie odbiera fakt, że duża część duchowieństwa zaangażowała się na rzecz Jarosława Kaczyńskiego (…)popieranie kogokolwiek jest sprzeczne z misją Kościoła. - Angażując się na rzecz konkretnego kandydata, Kościół zmienia się w polityczną grupę nacisku”.Zachowanie małopolskiej PO jest w porządku? Teraz to PO jest grupą nacisku wobec księży.

Ponad tydzień temu Jacek Żakowski próbował w” Gazecie Wyborczej” wyborazić sobie jak mogłaby wyglądać treść takiego listu do proboszczów. Oto przykładowa próbka:

“Wielce Szanowny Księże Proboszczu,

Przez trzy lata sprawowania rządówPlatforma Obywatelskarobiła, co w jej mocy, by dobrze służyć Kościołowi. Mimo ogromnej presji środowisk laickich zablokowaliśmy przyjęcie przez Polskę Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej, co mogło doprowadzić do równouprawnienia osób o patologicznych preferencjach seksualnych. Mimo że Bruksela grozi nam karami finansowymi, kategorycznie odmówiliśmy powołania organu antydyskryminacyjnego, który pod wpływem tendencji zachodnich mógłby działać niezgodnie z nauczaniem Kościoła.(…)

Przewielebny Księże Proboszczu,

Wiemy, że politycyPrawa i Sprawiedliwości, te farbowane lisy, starzy kawalerowie, hodowcy zwierząt futerkowych, udając prawych Polaków, dobrych katolików i wiernych synów Kościoła, próbują zmylić dostojne polskie Duchowieństwo. Ale fakty mówią same za siebie. Dlatego w przeddzień wyborów samorządowych uprzejmie meldujemy wykonanie zadania i gorąco prosimy, by zechciał Ksiądz z ambony zarekomendować wiernym kandydatów Platformy Obywatelskiej”.

Platforma Obywatelska już dawno przestała być partią liberalną, ale żeby takie numery. Proszę o poparcie proboszczu? O rozmowy? Jak hierarchowie wspomagają PiS to źle, to mieszanie sacrum i profanum, to mieszanie kościoła do polityki. Jak PO pisze listy do księży to…no właśnie co? Jeszcze tylko brakuje aby krajowe struktury PO wystąpiły w liście do toruńskiej rozgłośni o czas antenowy…., teraz pozostaje tylko skierować słowo pasterskie do wszystkich parafian o modlitwę o dobry wynik PO w wyborach samorządowych

Published in: on Sierpień 30, 2010 at 4:26 pm Komentarze (0)

Warto wiedzieć.

Witam mówiłem wczoraj jak po plątane są dzieje pszywódców strajków z roku 1980 o to sylwetka drugiego działacza o którym będzie mowa w artykule który zamieszczam po niżej. *
*
*
*
*
*
*

*
*

.

. .

Smutne obchody. Kompromitacja Migalskiego

* :
* marian jurczyk
* solidarność
* lech wałęsa
* migalski

Dziś wszyscy myślimy o porozumieniach Sierpniowych, tych ze Szczecina i Gdańska. Rząd obciął finansowanie uroczystości o 10 milionów, czym zmniejszył ich rangę. Lech Wałęsa zrezygnował z uczestnictwa w obchodach. Sąd przesuwa datę ogłoszenia nowego wyroku w sprawie współpracy z S.B historycznego lidera Panny “S”. Miał on zostać ogłoszony 31 sieprnia. Europoseł z ramienia PiS Marek Migalski napisał na swoim blogu “Marian Jurczyk przemawiający w Szczecinie do ludzi świętujących powstanie Solidarności. Czy ktoś zdobędzie się na powierzenie Piotrowskiemu poprowadzenie uroczystości rocznicy zabójstwa ks. Jerzego?

Przyrównanie “weterana” szczecińskich strajków z Grudniu 70 roku i Stycznia 71 roku, lidera drugiego pod względem wielkości Regionu Solidarności z czasu jej karnwału, internowanego, więzionego, założyciela między innymi “Solidarności 80″ a następnie senatora i dwukrotnego Prezydenta Szczecina, do morderców x Popiełuszki do gruba przesada.

W czasie procesu lustracyjnego w Sądzie Okręgowym w Szczecinie ustalono iż Jurczyk “podczas współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa złożył około 8 pisemnych informacji. Informacje dotyczyły m.in.: opozycyjnego biuletynu “Szerszeń” drukowanego prawdopodobnie na zachodzie, osoby Eugeniusza Szerkusa, czy spraw gospodarczych, otrzymywany biuletyn “Szerszeń” odnosił na ówczesną Milicję. (…)Ostatnie informacje powód złożył przed rokiem 1980, jedynie raz w okresie przekazywania informacji Służbie Bezpieczeństwa podpisał pokwitowanie gratyfikacji finansowej. Wszystkie informacje powód pisał w obecności pana Dynaka, odpowiadając na jego pytania”. Formalne zakończenie współpracy nastąpiło w lutym 1981 roku.”

Jurczyk nie ma szczęścia do historyków. Kilka lat temu Piotr Gontarczyk opublikował zbiór zachowanych dokumentów S.B dotyczących Jurczyka zatytułowany “T.W Święty”. Mimo iż znajdują się tam wyłącznie dokumenty sprzed 1980 roku, niepodpisane zdjęcie na okładce książki sugeruje iż jakieś relacje między Jurczykiem a S.B były również po powstaniu Solidarności. Notabene zdjęcie pokazuje Jurczyka w czasie leczenia w szpitalu wejherwoskim, gdzie przebywał z obstawą S.B. Dokumenty oczywiście pozbawione są jakiejkolwiek interpretacji. A przecież wynika z z nich że Jurczyk “urwał się S.B”, w rozmowach przemilczał różne informacje, unikał ich. Popełnił błąd, raz czy drugi dając sobie wcisnąć pieniądze, mówiąc o Szymańskim i Szerkusie czy w końcu podpisując podsunięty papiery. To że nie ma żadnych dokumentów dotyczących relacji Jurczyka z S.B w czasie trwania pierwszej Solidarności, dla część młodego pokolenia historyków i Marka Migalskiego jest tylko kolejnym argumentem, wiadomo zniszczono teczki.

W publikacji szczecińskiego IPN z 2007 roku “Między Warszawą a regionem”, w tekście profesora Krzysztofa Łabędzia możemy przeczytać przytoczoną przez autora następująca wypowiedz Henryka Wujca z 2000 roku. “Komitet Strajkowy (sierpień 1980 roku-T.W), na czele którego stał Marian Jurczyk, nie życzył sobie kontaktów z KOR. Wtedy tego nie rozumiałem, teraz, w świetle ujawnionych kontaktów Jurczyka z S.B, jest to bardziej zrozumiałe”. Jaką opinię może wyrobić sobie młody człowiek czytający te słowa? Niewiedzący, iż zdecydowana większość strajkujących wówczas robotników miała co najmniej sceptyczny stosunek do opozycji politycznej, członków której zwyczajnie nie znali. Robotnicy bali się zarówno opozycji przedsierpniowej jak i dziennikarzy którzy byli często w celach dezintegracyjnych nasyłani przez komunistyczne władze.

24 czerwca 1976 roku premier Piotr Jaroszewicz ogłasza podwyżkę. Do czasu jej wycofania półtorej doby później w największych zakładach Szczecina oraz regionu trwają niepokoje. Rozpoczynają się odgórnie realizowane wiece potępiające “robotnicze warcholstwo”. W Szczecinie pierwszy odbył się 28 czerwca na stadionie “Pogoni”. Jurczyk jest w tym czasie działaczem reżymowych związków zawodowych w “Warskim”. Na masówce wypowiada się krytycznie wobec premiera Piotra Jaroszewicza, za co płaci przesłuchaniami i szykanami wobec siebie i rodziny. Kolejny rok jest najbardziej kontrowersyjnym etapem w życiu robotniczego trybuna, na jednym z czerwcowych przesłuchań w Komendzie Wojewódzkiej MO na ulicy Małopolskiej, która jest jednocześnie siedzibą SB podpisał “oświadczenie” z którego wynikało że “będzie przestrzegał praw PRL(…)będzie stawiać się na każde wezwanie, składać ustne i pisemne oświadczenia”. Oficerem prowadzącym pozyskanego “T.W Święty” zostaje funkcjonariusz o nazwisku Dynak. Głównym celem SB obok wwikłania robotniczego przywódcy w zależność od tajnej policji było wykorzystanie go w działaniach których celem było “kontrolowanie, a tym samym zapobieganie rozpowszechniania biuletynu Szerszeń”. Ten dwumiesięcznik wydawany w Paryżu przez Edmunda Balukę był pierwszym niezależnym od komunistycznej władzy pismem skierowanym na robotników Szczecina. Wydaje się, że jednym z motywów zaangażowania się Jurczyka w SOR “Szerszeń” mógł być wojowniczy ateizm Bałuki który wzbudzał dużą niechęć u głęboko religijnego Jurczyka. W tym kontekście Edmund Bałuka powie mi: “Rozmawiałem z Jurczykiem na ten temat. Mówił, iż straszyli go wtedy na komendzie odbezpieczoną bronią”. Jeszcze w 1977 Jurczyk przekazuje Eugeniuszowi Szerkusowi egzemplarz “Szerszenia”, po kilku dniach w mieszkaniu obdarowanego, miejscu pracy oraz na działce, SB przeprowadza rewizje. Wkrótce zarówno Szerkus, jak i inny robotnik Józef Szymański zostają aresztowaniu. Po wyjściu za krat nie uczestniczą już w kolportażu “Szerszenia”. W czasie procesu lustracyjnego w Sądzie Okręgowym w Szczecinie ustalono, iż Jurczyk “podczas współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa złożył około 8 pisemnych informacji. Informacje dotyczyły m.in.: opozycyjnego biuletynu “Szerszeń” drukowanego prawdopodobnie na zachodzie, osoby Eugeniusza Szerkusa, czy spraw gospodarczych, otrzymywany biuletyn “Szerszeń” odnosił na ówczesną Milicję. (…)Ostatnie informacje powód złożył przed rokiem 1980, jedynie raz w okresie przekazywania informacji Służbie Bezpieczeństwa podpisał pokwitowanie gratyfikacji finansowej. Wszystkie informacje powód pisał w obecności pana Dynaka, odpowiadając na jego pytania. Formalne zakończenie współpracy nastąpiło w lutym 1981 roku.”

Po zakończeniu Strajku staje na czele Międzyzakładowej Komisji Robotniczej “Solidarność”. Nigdy więcej nie będzie posiadł tak ogromnego i jednoznacznego poparcia. Już 3 października 1980 r. Jurczyk kieruje mającym charakter ogólnopolski, strajkiem ostrzegawczym w związku z nierejestrowaniem przez wadzę nowego związku. Demokratyczny mandat do kierowania związkiem Jurczyk uzyskuje dopiero w lipcu 1981 roku, kiedy to Walne Zebranie Delegatów Regionu Pomorza Zachodniego wybiera go na stanowisko przewodniczącego zarządu Regionu Pomorze Zachodnie NSZZ “Solidarność”. Był oczywistym delegatem na pierwszy zjazd “Solidarności” w Gdańskiej Oliwie. Jurczyk jest jednym z głównych kontrkandydatów Wałęsy w wyborach na przewodniczącego związku. Brak charyzmy nadrabia demonstracyjnym radykalizmem, jak mówi politolog Antoni Dudek, jednocześnie jego przemówienie wyborcze jest wszechstronne, postulujące większe włączenie społeczeństwa w aktywność polityczną, jednoznacznie kontrastuje z aroganckimi wypowiedziami Lecha Wałęsy. Jurczyk przegrywa tylko z Wałęsą, dostaje jedną czwartą głosów. Ostatecznie wszedł tylko w skład Komisji Krajowej Związku.

Jurczyk stracił syna i synową w niejasnych okolicznościach, porównywanie go do Piotrowskiego to skandal.


jk48: 29.08.2010, 11:18:21

End of document

Published in: on Sierpień 29, 2010 at 11:30 am Komentarze (1)

Niedziela kronika dnia. . . . . .

.polityka zagraniczna PiS uczyniła z polski 51stan USA przykładem czego jest akcja à la “Wild Wild West” w Rybniku tyle komentarz pana pytlaka ;-)na twicterze

jeśli już musimy wybierać to osobiście bym wolał a żebyś my byli w strefie wpływów usa niż rosji a obecna ekipa żądząca pcha nas w strefę oddziaływania rosji co mnie niepokoi. a tak pozatem to dzień mieliśmy do południa dość ładny i pogodny potem trochę padało było trochę chłodno, po śniadaniu wysłuchałem mszy ja już mówiłem kiedyś jeszcze, że ksiądz Tadeusz Huk strasznie pszynudza w chomiliach wygłaszanych pszez siebie a szkoda mogło być pięknie. potem czytałem co w mediach otwierałem puszkę z zawartością aż się bałem co to będzie.no i otwarłem nie było tak źle wpołudnie była u nas siostra potem zacząłem eksperymentować z syntezatorami mowy wiele rzeczy się dowiedziałem że do każdego języka jest pszypisany tylko jeden określony typ syntezatora mowy pszeprogramowałem sobie że klango mówiło mi po niemiecku zaruwno w głosie podstawowym jak i w polu tekstowym potem znowu wszystko ustawiłem na polski mogłem dawno to robić ale jakoś na to nie miałem ochoty.A teraz jnastępna sprawa na portalu salon 24 produkuje się pan o nicku wikary taki anty kaczysta zatęsknił widać za prezesem pisu bo wystosował apel Jarek odezwij się chłopie chyba się na nas nie obraziłeś. dziwne miast się cieszyć to on tęskni. A to ci dopiero hehe.Kolejny temat szef klubu parlamentarnego pis marjusz Błaszczak wystosował pismo z protestem do pszewodniczącego krajowej rady do spraw radiofonii i telewizji dworaka w sprawie Tomasza Sakiewicza i innych dziennikarzy szykanowanych w radiu publicznym. Po za medialnym chałasem list ten nie odniesie żadnego skutku albowiem ruszył walec który wszystko zgniata na swej drodze to są konsekwencje nowego rozdania politycznego w krit z tym trzeba się po godzić. To działanie mogło by powstrzymać jakieś nie pszewidziane dla władz zdażenie podobne do wydażeń z sierpnia 1980 roku ale w najbliższej pszyszłości na to się nie zanosi to prawda historia zatoczyła jakby koło wszystko zaczyna się cofać ale nie należy tracić nadziei i tworzyć własne media w internecie bo to jest pszyszłość klasyczne telewizory znikną jako pszeżytek. O panu marku migalskim będzie jutro głośno redaktorzy wyborczej wpadną we wściekłość nie pamiętają tego jak sami niszczyli wałęsę jutro będą wylewać krokodyle łzy nad kszywdą jaka spodkała spłowiałą i mocno po brudzoną legędę solidarności. oto tekst notki pana doktora.
*
*
*
*
*
*
*

*
*

fruwający ornitolog

Marek Migalski
doktor politologii, eurodeputowany PiS

2010-08-29 08:48
Warcholstwo Wałęsy. Bezczelność Jurczyka.

* :
* wałęsa
* jurczyk
* solidarność
* piotrowski

Lech Wałęsa zachowuje się jak warchoł. Jego poczucie własnej godności i przekonanie o swojej wyjątkowości powoduje, że od kilku dni cały kraj podnieca się tym, czy będzie on uczestniczył w uroczystościach 30-lecia powstania Solidarności. Jego zachowanie jest klasycznym przykładem tego, jak nie potrafimy świętować i cieszyć się własnymi zwycięstwami, jak nad dobro ogółu przedkładamy swoje widzimisię, jak bardzo ksobni i anarchiczni jesteśmy. Były prezydent psuje to wspaniałe święto tylko dlatego, że jest chorobliwie antykaczyński i nie potrafi wybaczyć obecnym władzom związku, że nie podzielają tej fobii.

Warto pamiętać ten warcholski i egotystyczny gest Wałęsy. Warto mieć go w pamięci, kiedy w przyszłości będziemy dyskutować o tym dlaczego nie potrafimy dbać o własne państwo, o obraz Polski w świecie, o własną historię. Były lider związku niszczy i politytyzuje, na własny użytek lub w imię własnych fobii , piękną legendę wspaniałego ruchu Solidarności, który poruszył cały świat. Zapamiętajmy to temu “europejskiemu mędrcowi”. Nie zapominajmy tak, jak zdążyliśmy już zapomnieć jego katastrofalną prezydenturę, jego żałosną pazerność na kasę, jego haniebne wspieranie eurofobów. Pamiętajmy o tym, bo inaczej on wciąż będzie zatruwał polskie życie publiczne, wciąż będzie uchodził za sumienie narodu, wciąż będzie wykorzystywał swoją legendę. Nie pozwalajmy by sam niszczył mit Solidarności - ruch, którego był charyzmatycznym liderem. Brońmy tamtego Wałęsy przed nim samym obecnie. Brońmy ikonę polskości przed Bolkiem.

P. S. Bezcenny widok - Marian Jurczyk przemawiający w Szczecinie do ludzi świętujących powstanie Solidarności. Czy ktoś zdobędzie się na powierzenie Piotrowskiemu poprowadzenie uroczystości rocznicy zabójstwa ks. Jerzego?

Published in: on at 10:48 am Komentarze (0)